Przemysław Madaliński
Rok zakończenia studiów: 2011

2006-2011. W tych latach studiowałem socjoekonomikę. Nie jestem w stanie stwierdzić jak te studia upozycjonowały mnie na rynku pracy . Na taką ocenę jest jeszcze za wcześnie, tym bardziej, że nie szukałem jeszcze zatrudnienia (kontynuuję pracę podjętą w czasie studiów). Analizując całokształt zaliczonych przedmiotów nasunęły mi się następujące wnioski. Po pierwsze, otrzymałem szansę opanowania różnorodnych narzędzi, za pomocą których mogę przetwarzać informację masowo napływające z otaczającego świata. Mam tu na myśli nie tylko wiedzę z zakresu mikro i makroekonomii, socjologii, statystyki, ekonometrii czy warsztatu pracy historyka , ale także inne, przekazywane czasem wprost, czasem „między wierszami”. Wymienić należy chociażby pracę w grupach, krytyczny podejście do czytanego tekstu, czy nawet tak prostą wskazówkę jak: zawsze należy mieć przy sobie papier i coś do pisania, aby móc zanotować ważną myśl (wiele razy z niej korzystałem – cóż, rzeczy proste są zwykle najskuteczniejsze). Drugą kwestią, którą pragnę poruszyć jest interdyscyplinarność. Dzięki socjoekonomice można zdobyć spory zasób wiedzy z różnorodnych dyscyplin. Dzięki temu stojąc przed problemem można na niego spojrzeć z różnych perspektyw. Wreszcie, należy wspomnieć o wykładowcach. Kadrę naukową tworzyły osoby o różnym wykształceniu. Dzięki temu zajęcia z prawa odbywały się z prawnikiem, socjologii z socjologiem, itp. Wspominam ich z sympatią. Przede wszystkim warto oddać wykładowcom otwartość na studenta i łatwość dostępu do nich (zawsze, któregoś można było znaleźć, a on pomógł lub skontaktował się z poszukiwaną osobą). Oczywiście nie wszystkie zajęcia mnie interesowały, ale taka już jest natura nauki na każdym szczeblu edukacji i nie zawsze jest to winą prowadzącego. Jeśli ktoś był zainteresowany szczególnie jakimś zagadnieniem lub dziedziną wiedzy wykładowcy podawali dalsze wskazówki do poszukiwań.

Oczywiście na studiowanie socjoekonomiki nie składały się same zalety. Za wadę można uznać w miarę sztywny plan: większość przedmiotów odbywała się tylko w ramach tej specjalności, co uniemożliwiało wybór godziny zajęć (z małymi wyjątkami). Układ zajęć też nie zawsze był najszczęśliwszy. Plan układano dla całego wydziału, stąd zdarzyło mi się na drugim roku w czwartki chodzić na zajęcia w od 13 do 20 (bez okienek) a w piątek przychodzić na 8 do 15 (również bez okienek). Było to trochę męczące, ale dzięki temu zyskiwaliśmy dzień wolny w tygodniu.

Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolony ze studiów. Truizmem jest pisanie, iż student to nie uczeń i nikt go nie pilnuje, ani nie prowadzi za rękę jak w szkole. Trzeba pracować samemu po zajęciach. Podobną oczywistością jest stwierdzenie, że na studiach trzeba być zdyscyplinowanym. Piszący te słowa najdobitniej się o tej prawdzie przekonał na własnej skórze, więc przestrzegam potencjalnych studentów przed popełnianiem tych samych błędów. Chociaż z drugiej strony, studia to czas kiedy jeszcze można popełniać błędy. Po ich ukończeniu także, ale już płacąc wyższą cenę. Na głębszą ocenę słuszności wyboru kierunku studiów muszę jeszcze poczekać kilka lat.

Informacje kontaktowe: przemyslaw.madalinski@gmail.com